Kraj Wschodzacej Kapusty

Zwiedzanie w kimonach 14/05/2010

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 15:16

Nasi koledzy z klubu “Przyjaciele” zorganizowali nam krotka wycieczke po Kioto. Nie byloby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, ze wszyscy ubralismy sie w kimona! Zabawy przy tym bylo co nie miara. Poszlismy do profesjonalnej wypozyczalni kimon, zostalismy w nie fachowo ubrani, a dziewczyny dodatkowo uczesane. A gdy cala (dosyc spora) grupa chodzilismy po ulicach starego Kioto bylismy fotografowani przez dziesiatki turystow. Wszyscy czulismy sie jak gwiazdy filmowe.

Advertisements
 

Dlugi Weekend

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 15:04

Japonczycy, tak jak i Polacy maja swoj dlugi weekend majowy. 3go maja obchodza swieto konstytucji, 4go dzien zieleni (a dlaczego nie ^_^), a 5go dzien dziecka. W tym roku pierwszy i drugi maja wypadly w weekend; zrobila sie z tego zatem  dosc przyjemna, pieciodniowa przerwa, ktora postanowilismy poswiecic na zwiedzanie i byczenie sie.

1.05 zwiedzalismy Kioto. Wraz z japonskimi kolegami wybralismy sie do dwoch swiatyn: Srebrnego Pawilonu i Kiyomizu. Nasza ekipe uzupelnial Maciej, ktory przyjechal z Osaki, zeby zobaczyc kawalek Kioto.

Pogode mielismy wymarzona; slonce cudnie swiecilo, wial lekki wietrzyk, tylko ludzi byla masa, bo dlugi weekend, wiec sporo osob mialo wolne w pracy i tez wybrali sie pozwiedzac.

2.05 pojechalismy do Takarazuka, miasta nieopodal, zeby zobaczyc wystep zenskiego teatru japonskiego zwanego wlasnie Takarazuka. W teatrze tym wszystkie role (zarowno zenskie jak i meskie) sa odgrywane przez kobiety.  Bylismy na przedstawieniu “The Scarlet Pimpernel”. Sam teatr i przedstawienie robia niesamowite wrazenie. Absolutny profesjonalizm. Momentami zapominalo sie, ze meskie role sa grane przez kobiety.

Trzeciego zostalismy zaproszeni do wioski polozonej nad jeziorem Biwa, do domu naszej wykladowczyni na swieto boga rzeki, ktory ma zapewnic obfite opady deszczu, potrzebne do uprawy ryzu. Zostalismy przjeci naprawde po krolewsku, cala rodzina zjechala sie by nas poznac, a gdy wieczorem wyjezdzalismy siostrzency naszej sensei sie poplakali.

Na zakonczenie dlugiego weekendu poszlismy do swiatyni nieopodal uniwersytetu, by zobaczyc festiwal podczas ktorego czlonkowie jednej z najstarszych rodzin w Japonii kontynuuja tradycje corocznych wyscigow konnych na terenie swiatyni ufundowanej przez ich przodkow.

 

Maciek i Fushimi Inari 22/04/2010

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 17:47

Pewnej niedzieli, po sobotnim wieczorze spedzonym na karaoke, ok. 11 rano slysze pukanie do drzwi. Niespiesznym krokiem podchodze i je otwieram. Na zewnatrz stoi mezczyzna, ktorego nie znam i mowi mi, ze jakis kolega czeka na mnie w lobby akademika.

Pelna najgorszych przeczuc i niepewna jutra schodze po schodach i co?? A raczej kto?? Otoz Maciej, moj kolega z roku, ktory obecnie jest w Osace na wymianie studenckiej postanowil zrobic mi niespodzianke i przyjechal do Kyoto.

Jako, ze byla to jego pierwsza wizyta w tym pieknym miescie wybralismy sie na mini zwiedzanie do niesamowitej swiatyni Fushimi Inari. Pogoda byla piekna, przez kilka godzin bladzilismy pomiedzy niesamowicie pomaraczowymi bramami torii. A potem poszlismy do malej chinskiej knajpy na jedzonko.

Mam nadzieje ze niedlugo uda mi sie pojechac do Osaki.

 

Spotkanie na uniwersytecie.

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 17:29

Jakis czas temu mialo miejsce spotkanie zapoznawcze na uniwersytecie. Podczas tegoz spotkania zapoznawalismy sie z naszymi doradcami akademickimi, czyli osobami ktore w teorii powinny nam pomoc w naszych badaniach i pracy naukowej podczas pobuty w Japonii.

Moim i Marty doradca jest profesor Miyagawa, od chinskiej poezji. Jedziemy z nia w najblizszy weekend na gore Koya. Jakas jej znajoma daje tam koncert gry na jakims tradycyjnym instrumencie. Jak przystalo na wielka ignorantke, nie pamietam na jakim.

W kazdym razie podczas spotkania w imieniu studentow zagranicznych wyglaszalam krotkie przemowienie, do ktorego jak zwykle radosna i pewna siebie zabralam sie 3 godziny przed impreza. Na szczescie sie udalo. Potem dostalismy duuuzo dobrego jedzenia i nawet moglismy zabrac je ze soba do domu. DLA JAPONISTOW mozecie powiekszyc sobie zdjecie z moim happyou i je przeczytac.

 

Wielkanoc 07/04/2010

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 10:22

Wlasciwie najwygodniej byloby wrzucac same zdjecia, ale opis tez dorzuce.

4 dni po naszym przyjezdzie zawitala do Japonii Wielkanoc. Wlasciwie wiekszosc nie-Europejczykow nie bardzo orientowala sie, coz to takiego, wiec ofiranie zaczelismy tlumaczyc, ale wylozylismy sie na zawilosciach religijnej terminologii. Wielkanoc zatem zostala przedstawiona jako przyjemne swieto, podczas ktorego je sie duzo jajek i zurek. Na wielkanocnym sniadaniu mielismy nawet jednego kolege z Chin.

Po sniadaniu pojechalysmy z Marta do glownej katedry w Kioto na msze po japonsku. Niektore elementy rozumialam, ale wiekszosci sie jednak musialam domyslac. Ciekawy zwyczaj maja tutaj kobiety. Podczas mszy zakladaja na glowe biale serwetki.

Po mszy przeszlysmy sie z Marta (dla wszystkich niewtajemniczonych – Marta kolezanka z japonistyki, moja wykladowczyni, ktora tutaj bedzie uczyc polskiego i pisac doktorat) nad rzeka i dotarlysmy do wyspy obok stacji Demachiyanagi. Tam swiatecznie ucztowali znajomi Marty z Uniwersytetu Kioto, wiec sie do  nich przylaczylismy. Tutaj swiateczne sniadanie polaczone bylo z hanami. Mielismy nprawde swietne miejsce do podziwiania wisni, a do tego przygrywala nam jakas mini oriekstra, ktora robila sobie cwiczenia w parku. Bylo super przyjemnie, ale dopiero po powrocie do domu zobaczylam, ze slonce spalilo moja urocza twarzyczke na totalnego raka. Pierwsze pytanie skierowane w moja strone, po moim wejsciu do kuchni brzmialo “Jezu! Ile ty wypilas!?” Slonce tutaj naprawde jest super mocne, wiec musze sobie kupic mnostwo kremow ochronnych.

A na mile zakonczenie Niedzieli Wielkanocnej poszlismy spora grupa na okonomiyaki (opisy i zdjecia potrawy o ktorych bede mowic mozna znalezc w internecie).

Nasi kochani Japonczycy pomysleli o wszystkim i zarezerwowali caly lokal dla nas. A my jak zaczelismy jesc, tak siedzielismy tam ponad trzy godziny. Tak sie rozsmakowalismy w japonskich specjalach, ze szef kuchni na nasza prosbe zrobil jeszcze yakisoba.

Najedzeni i zadowoleni bardzo sie zasiedzielismy i niestety uciekl nam ostatni autobus (a Kioto nie ma czegos takiego jak autobusy nocne). Musielismy zatem na pieszo wracac do akademika. Zajelo nam to jakies 40 minut, ale sie baaaardzo przydalo po takim napchaniu brzucha. A teraz najlepsza czesc wypadu na okonomiyaki, specjalnie dla Adama W, zeby Cie ciut podenerwowac i zmobilizowac do przyjazdu. Za wszystko (oko+soba) zaplacilismy 600 jenow!!! Czyli jedlismy praktycznie za darmo, bo srednio takie wyjscie to koszt 1000 jenow w gore (za jedna potrawe).

Namawiam goraco do robienia okonomiyaki w domowych, polskich warunkach, bo jedno moge stwierdzic z cala pewnoscia, wcale nie bylo gorsze od tego, ktore moj japonistyczny rok robil na kilku spotkaniach.

calusy

olga

 

Dzienne hanami. 03/04/2010

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 21:38

 

Wieczorne oglądanie wiśni

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 21:18