Kraj Wschodzacej Kapusty

Japońska Telewizja 30/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 19:57

Japońska telewizja. Twór przedziwny. Moim skromnym zdaniem, to o tym można by conajmniej kilka książek napisać, i pewnie nie jedna już powstała. Wpis rodził się długo i w bólach, bo niemal z dnia na dzień dodawaliśmy do listy kolejne spostrzeżenia, no ale kiedyś trzeba ją zamknąć. Wyliczanie dziwów, głupot i tajemnic japońskiej rozrywki w formacie prostokątnego pudełka czas zacząć. Ostrzegam, post gigant.

1) Tak samo jak i w naszej telewizji, przewija się tutaj zestaw różnych lektorów, czy to w teleturniejach czy w programach rozrywkowych, filmach dokumentalnych. Niektórzy nie zwracają uwagi, ale większość ma jakąś cechę charakterystyczną w swojej wymowie czy akcentowaniu, bo nie można poprostu normalnie przeczytać zadanego tekstu. Tak np. moją faworytką jest pani, która brzmi jakby osiągała szczyty niebiańskich rozkoszy za każdym razem kiedy kończy zdanie. Nie będę opisywał dokładniej.

2) Niby wszyscy to wiemy, ale to jednak przekracza to, czego się spodziewaliśmy. Jedzenie. Jest absolutnie wszędzie. Myślę, że spokojnie połowa programów rozrywkowych polega na oglądaniu, wyszukiwaniu, smakowaniu, bądź odgadywaniu ceny jedzenia. Wydaje się, że kamerzyści opracowali do perfekcji sztukę kręcenia jedzenia tak, że ślinka leci.[albo ma sie dosc po pieciu minutach i tylko skacze sie po kanalach w desperackim poszukiwaniu reklam - wszystko byle juz nie jedzenie! choc po miesiaca doszlam do wprawy i wylapalam kiedy mozna sie jedzenia najbardziej spodziewac i wtedy wylaczam telewizje]

3) Kibicowanie. Jak to zauważyła Olga, nawet jeśli gra reprezentacja, która ustalmy sobie, nie jest wybitna (siatkówka kobiet), to kibicuje się tutaj na wielką skalę. Piosenki, maskotki, materiały filmowe o zawodnikach, zespoły młodocianych piosenkarzy jeżdżące za drużyną i śpiewające dla niej w przerwach. No poprostu wszystko. A jak przegrają (a przegrywają często), to ciężko o jakąś poważną krytykę. Za to wystarczy, że jeden punkt zdobędą w ładnym stylu i komentator zdziera gardło. Może oni poprostu jakoś wybitnie lubią swoje siatkarki.[a to tyczy sie wszytskiego. maly dodatek sportowy, bo Adam nie oglada, a ja bylam tu serio niewyspana przez ponad miesiac najpierw po nocach ogladajac MS w plywaniu z Rzymu, a potem MS w lekkiej atletyce z Berlina - ktore okazaly sie fenomenalne i dzikei sukcesom polskichsportowco nie zaluje nieprzespanych nocy. a zatem jak napisal Adam maskotki, piosenki specjalnie na kazde wydarzenie etc., do tego komentatorzy sportowi wiedzacy WSZYTKO o japonskich zawodnikach, lacznie z ulubionym kolorem skarpetek. ale niestety skupiajacy sie TYLKO na startujacych Japonczykach. chyba normalnie wysylaja swoich wlasnych, japonskich kamerzystow na te imprezy, bo na zawsze pokazuja tylko japonskich sportowcow. to czasami jest az niesmacze i mdlace.]

4) Ten naród cierpi. Tyle, ile jest reklam wszelakich plastrów i maści na bolące kości i stawy, to jest tragedia. Nie żebym tego nie rozumiał, bo sam jak na nie patrzę to chętnie bym z takich produktów skorzystał, ale przecież nie każdy Japończyk pracuje codziennie na polu nosząc kartony z kapustą. Zastanawiające jest jednak to, że nie ma reklam leków przeciwbólowych do łykania, zero środków przeciwko nałogowi tytoniowemu i relatywnie mało (tylko jedna marka) dopalaczy do picia. [a tu sie nie zgodze, bo reklam piwa i alkoholi wszelakich od groma i troche. a najciekawsze dla mnie jest to ze polowe z nich reklamuja kobiety i nikogo to nie dziwi. zatem przywilej picia alkoholu w Japonii nie nalezy tylko do facetow, ajk to jest w Polsce]

5) Jakiś czas temu miało miejsce Sumo Basho w Nagoi, w które całkiem się wkręciliśmy. To jednak jest interesujące, kiedy przez 15 dnia można codziennie przez 2 godziny śledzić postępy ulubionych zawodników w starciach z branżowymi kozakami. Jak już się takie basho wygra, to spędza się trochę czasu w programach rozrywkowych i w ogóle wszyscy cię kochają. [i sie nagle okazuje ze taki kozak jak Hakuhou to spoko koles, co to zazartuje, posmieje sie i porzuca zartami] Szkoda, że bilety takie drogie i zostaje tylko TV. Swoją drogą, sprawdźcie sobie na wikipedii ile zarabia miesięcznie zawodnik rangi yokozuna. Mi to nie przejdzie przez palce.

6) Reklamy. Tak samo jak w Polsce, są i żałośnie głupie, i genialne, ale na pewno są lekko… inne. Pisząc to nie mam dostępu do netu, ale myślę, że na youtubie jest do znalezienia reklama z tego roku Softbanku z Bradem Pittem. Cudo. [TAAAAAAAAAAAAAK] Poza tym ciekawe jest to, że np. potrafią polecieć 2 razy taka sama reklama pod rząd, albo 3 pod rząd różne reklamy tego samego produktu. Co do samych bloków, to są dużo częściej, a pocięte nimi są czasami nawet wiadomości, ale za to są dużo krótsze. Można nie zdążyć z przysłowiową herbatą. [no i sponsorzy wszelacy. zawsze jest prezentacja sponsorow programu. nawet wiadomosci sa sponsorowane.]

7) Sakai Noriko Yougisha. No poprostu idzie oszaleć. Generalnie jak ktoś tutaj popełni przestępstwo, to od razu w wiadomościach jest imię, nazwisko, zdjęcie i wszystkie możliwe fakty. Jakiś koleś podpalił salon pachinko w Osace, i natychmiast zaczęło się wywlekanie we wszelakich programach szczegółów z jego życia osobistego i czy czasem rodzice go za mało nie kochali, że zrobił coś takiego. Wystarczyło włączyć TV i wiedziało się o nim wszystko. To samo, ale dużo gorzej jest ze wspomnianą na początku punktu panią Sakai. Jakiś miesiąc temu przyskrzynili ją, znaną piosenkarkę, na zażywaniu stymulantów. Nie wiem dlaczego ona jest jakaś szczególna,[bo jest kawaii i ikona od 20 lat - teraz ma 38. co ciekawe ZAWSZE podaja wiek kazdego, kto sie w TV pojawi. to serio jest tutaj najwazniejsze] ale poprostu od tego czasu, przysięgam, codziennie, trzy razy dziennie (rano, południe, wieczór), są o niej jakieś newsy. Nawet są książki o całej sprawie w kombini. Włażenie w życie jej, jej męża, matki, dzieci, no poprostu wiadomo o niej wszystko, a przypuszczeń i teorii o jej psychice i dlaczego zrobiła coś takiego jest trzy razy tyle. Jezu, czy to pierwsza celebrity która brała narkotyki w historii tego narodu? Już mam dość. [maaa....]

8) W ogóle programy rozrywkowe są tu dość szczególne. Raczej niewiele jest jakichkolwiek innych, tj. dokumentów etc. W ramach tych rozrywkowych wspomniane 50% kręci się wokół jedzenia. Za to absolutnie wszystkie opierają swoje istnienie na geinoujin, tarento, yuumeijin, celebrities. Wystarczy nagrać jedną piosenkę, napisać książkę albo mieć nos do góry nogami i dołącza się do tego zacnego grona, którego jest dzika horda i jeszcze trochę. W ogóle to towarzystwo ma rangi zależnie od popularności i zależnie od kasy jaką dostają za udział w każdym programie, a jest kilku takich którzy udzielają się solidnie w większości. Spekulacje na temat tego ile tacy zarabiają też są powszechne, i wolę nie znać odpowiedzi bo bym zszedł na zawał.[no i oczywiscie nie moze byc jeden prowadzacy takiego rpogramu, no bo do kogo by mowil? do widzow albo gosci? nie. musi zawsze byc drugi prowqdzacy/-a by mu przytakiwac. saczytem dla mnie bylo jak byl program na Fuji TV na poczatu lipca z przedstawianiem nowych dram. 5 prowadzacych plus 5 druzyn z aktorami z dram kazda po 10 osob. chyba oni sami nie wiedzieli kto tam dokladnie jest w tym studiu.]

9) Wspomniane już w punkcie o przestępcach włażenie z buciorami w ludzkie życie, ale w wersji zwykłych ludzi. Jak już trafia się jakiś program opowiadający o kimś, to są w nim o tej osobie absolutnie wszystkie szczegóły i obowiązkowo hipotezy pseudo psychologiczne. Nie wiem, może to jakieś rekompensowanie braku intymnego kontaktu z innym człowiekiem w codziennym życiu, ale nie popadajmy w Batoryzm.

10) Spora część programów z wiadomościami prowadzona jest przez więcej niż jedną osobę, z reguły przez mężczyznę i kobietę. Przy czym ta druga ogranicza się przeważnie do funkcji czysto administracyjnych, tj. przede wszystkim przytakiwanie swojemu koledze, witanie i żegnanie się z widzami i wygłaszanie niezmiernie merytorycznie niezbędnych kwestii pt. “przechodzimy do następnej wiadomości”.

11) Napisałem już dość o tym jak zero tu jakiejkolwiek prywatności czy to dla przestępców czy zwykłych ludzi w TV. Za to można mieć pewność absolutnej anonimowości jeśli tylko jest się budynkiem. Wygląda to mega idiotycznie, kiedy np. jest scena pt. stoi reporter na ulicy, ma za plecami coś i mówi “oto dom podejrzanej Sakai Noriko” – kamera podnosi się nad niego, by pokazać rzeczony dom, który zajmuje cały kadr, ale po ch** ja się pytam, skoro jest rozmazany i wykropkowany. Cały kadr pełen domu którego i tak nie widać. WTF?! [i na ten przyklad chodzimy sobie po Ginzie i pokazujemy widzom ciekawe miejsca - czyli tajie w ktorych da sie dobrze zjesc - co sprowadza sie do tego, ze pokazujemy tylko wnetrze sklepu, ale juz na zewnatrz jest rozmazany i wykropkowany, a wszyscy przechodnie wygladaja jak ludzie, co obejrzeli kasete z `Kregiem`, rozmazani i  wykrzywieni]

12) Dramy. Straszna ich ilość, niektóre ok, ale większość do dupy. Tutaj miejsce do popisu zostawiam Oldze, bo to ona chciała coś się o tym uzewnętrznić. [taaakkk. przez pierwszy miesiac ogladalam duzo, npo bo to japonskie i skosne i tylu tam przystojnych aktorow, ale coz spojrzmy prawdzie w oczy, tego sie na dluzsza mete nie da ogladac. albo na raz przez tydzien cala albo w ogole, bo kazdy odcinek - -moze procz pierwszego i ostatniego - jest taki sam. za to jest duzo filmow, nie tylko japonskich, ale tez mega hiciorow amerykanskich - tylko wszytskie z dubbingiem. dobrze jesli jest ok dobrany, ale niestety, to nie anime. za to zawsze jak zaczynam przedpoludniowa przerwe leca `Przyjaciele`! swietna sprawa, ale tu znow dubbing. o ile faceci sa dobrani ok, to kobiety strasznie. coz...smutna sprawa]

13) Lektorzy dla obcokrajowców. Być może zależy to od stacji telewizyjnej, być może tylko od programu, ale czasami mówią swoim normalnym głosem i mają tylko podpisy z tłumaczeniem, a czasami dostają lektora. Wszystko było by fajnie, gdyby znowu lektorzy ci nie bawili się w aktorów i nie modulowaliby głosów. Amerykanin mówi normalnie, ale Rosjanin jak pijak, Chińczyk jak rolnik, Koreańczyk jak ostatnia szuja. Niech nikt mi nie próbuje wmówić, że podkładanie głosów w taki sposób nie wpływa na odbiór przez widza.

14) To raczej tendencja ogólna, ale w telewizji jakoś bardziej rzuca się w oczy. Dość zabawnie wygląda reklama pizzy w której przewija się “trebien” (znający francuski nie bijcie za pisownię), albo jakiegoś japońskiego matsuri, a w tle piosenka “alleluja, alleluja!”[tak, tak, tak. w  reklamie zestawu z KFC]. Wiem, czepiam się, ale jednak wywołuje to charakterystyczne uniesienie się kącika ust.

Adam & [Olga]

 

Kącik Japonisty cz.6 30/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 19:57

Ostatni kącik z Minamimaki/Nobeyamy. Następny może będzie jeśli spotka nas coś ciekawego w naszych epickich podróżach na które ruszamy za 5 dni, w sobotę rano – yay!

1) Słówka często używane zmieniają pisownię odpowiednio do tego jak są wymawiane – np. ほんとうー>ホント、けいたいー>ケータイ, a na to przecież są znaki!

2) Obcinanie końcówek z przymiotników zakończonych na い、także z きれい etc. Jest to dość jasne przy zakończonych za えい (np. きれいー>きれ), ale zdarza się też przy innych (np. からいー>から、ひろいー>ひろ、ー>はやいー>はや、etc.) Głównie ma miejsce chyba w przypadku podkreślenia emocjonalnego, zaskoczenia.

3) Pojawiają się kandzie na słówka dla których ich do tej pory nie było. Niby oczywiste, ale warto wiedzieć na co kandzie już są a na co jeszcze nie. Nie wiem jak się ma rzecz w najnowszych słownikach, może to już tam jest. Generalnie chodzi o おいしい i うまい które wszędzie w TV etc. zapisuje się o tak: 美味しい、美味い, czyli ateji. Właśnie się okazało, że np. soft mojego komputera już te znaki ma, ale w słowniku elektronicznym np. jest podana tylko hiragana.

Bonus kulturowy #2) Kurier z paczką za pobraniem. Zaadresowana na gaijina, uradowany zaczepia japonkę i pyta, czy odbierze, ale ona odpowiada, że adresat jest na miejscu i nie ma problemu. Kurier przez całą operację się uśmiecha i w ogóle, ale przestaje stosować japoński mimo tego, że ja do niego mówię po japońsku. Jedyne co z siebie wydusza to “ok” “sank ju”, etc. wzbudzając tym śmiech nawet “moich” Japończyków. Najlepsze jednak było jak pokazuje palcem na kwotę do zapłaty pytając czy ok, ale z miną trochę na zasadzie “wiesz, bo jest taka sprawa. my tutaj w Japonii mamy coś takiego jak pieniądze, i jak chcesz dostać ten kartonik to musisz mi zapłacić. wiesz o co chodzi? masz tyle? napewno?” Pewnie to tylko moja chora wyobraźnia, ale i tak było przezabawnie.

 

A czerwone gitary wciaz z nami 23/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 20:21

Czyli ciagle pada. Niby przestalo, ale wciaz a to nad ranem, a to po poludniu kropi/ mzy,/  pada/leje (*niepotrzebne skresli). A jako, ze posadzilismy ostatnie sadzonki zebralo mnie na mini podsumowania i pare niezwiazanych z niczym innym uwag.

Zrobilo sie momentami upalnie i gorrrraco, wiec powychodzily weze. Tak sobie wchodze pewnego dnia do szklarni po sadzonki, a tam sie jeden wygrzewa w slonecznych promieniach. Jako ze mi wczesniej mowiono zebym sie niebala, bo sa niejadowite, to tylko powoli sie wycofalam i powiedzialam idacym za mna panom, co tam jest. Jeden Chinczyk momentalnie wyparowal (ponoc bardzo boi sie wezy), a Kazuhiro san spokojnie podszedl I weza wyniosl poza szklarnie. Ja nie boje sie specjalnie, ale ten widok pomimo upalu zmrozil mi krew. Teraz jak je widze to juz tylko z reguly na jezdni, jak jestem w samochodzie, wiec sie nie stresuje za bardzo.

Wciaz chce tonapisac, ale zawsze zapominam o ptakach w Minamimaki. Cos niesamowitego. Juz pomijam, ze gigantyczne kruki latajace nad naszymi glowami i kraczace `olga,olga` (dam sobie za to uciac kawalek wlosow), jak jestem sama na polu. Ale ostatnio na przyklad podjerzdzamy na pole, a z drzewa oddaloonego 15metrow od nas do lotu podrywa sie orzel, jest ich tu ponoc zatrzesienie. A inne sokoly, myszolowy czy inne takie to lataja codziennie nad polami. No i ze cztery dni temu dosadzamy sadzonki na polu, na ktorym zeruja sarny i widze dosc nietypowu slad. Wiec pytam mojej gospodyni, a coz to takiego, bo przeciez nie shika (czyli sarna). A ona na to ze stoickim spokojem `Hm… Chyba niedzwiedz`. Taaak, to jak nie dzwiedz, to co?sie pytam…

I ostatnia rzecz do zwierzat. Zniknal Kocio. Mam tylko nadzieje, ze jakims przypadkiem go nie zabilam.

Dwa tygodnie temu wybralismy sie do Sakudairy, do kina i na zakupy. Umowilismy sie na dworcu, mielismy jechac pociagiem o 8.21. Nalezy tutaj nadmienic, ze przez caly nasz pobyt tutaj pompowalam Adamowi ucho o niespoznianiu sie, o tym, ze lepiej byc 10 minut za wczesnie niz 5 minut za pozno itp. Zatem radosnie budze sie w niedziele o godzinie 8.05 i patrzac na zegarek, ktory ewidentnie rano wylaczylam sama, mysle ze kolega moj ma wszelkie prawo mnie zmieszac z blotem. Ale coz, wrodzony instynkt kazal mi sie podniesc ubrac chwycic plecak, upewnic sie czy mam pieniadze ze soba i wybiec. W normalnych warunkach dojscie do dworca zajmuje mi ok 30minut. Teraz zaczelam biec, ale widzac z\na zegarku 8.12 wiedzialam ze nie mam najmniejszych szans zdazyc. Wiec pomyslalam sobie, ze czas zobaczyc jak tojest z tym stopem w Japonii. Idac lapalam stopa. I ku mojemu rozczarowaniu i prawie rozpaczy nikt nie chcial zatrzymac. Dopiero jakos tak pietnasty z rzedu samochod sie zatrzymal i pan nieco zdziwiony moim naglym wtargnieciem do samochodu i zalaniem go japonskimi slowkami, mowi ze dobrze, podwiezie mnie. Ale szok gaijinski byl u niego tak duzy, ze dopiero po przejechaniu 500metrow zapytal sie `to dokad mialem cie podwiezc`? Ale byl slodki, mily, zapytal sie dokad jade I skad jestem, ale nie bylio standardowego pytania skad znam japonsi. Moze dlatego ze tak szybko mnie musial wysadzic. Na dworzec wpadlam minute przed przyjazdem pociagu, ale sie udalo!

Aha i pozostaje odwieczne pytanie, na ktore nie potrafia odpowiedziec nawet najstarsi minamimakowcy: pracujemy jeszcze we mgle czy juz w chmurach?

PS. Wszystkich tych, ktorzy dopier teraz dostali link do bloga przepraszam bardzo, bardzo, bardzo. Bylam pewna ze na liste mailingowa wrzucialm wszytskich, ktorych to moze interesowac, ale przez wrodzna glupote tak nie zrobilam. Np coz, pomimo mojego narcyzmu przyznac tu musze, ze najwidoczniej nie jestem najinteligentniejsza osoba na tym swiecie, za co sie kajam, przepraszam gooraco i prosze o wybaczenie i nie trzymanie do mnie urazy O_-

Olga

 

Obon 23/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 20:16

Czternastego sierpnia, w piatek wyjatkowo mielismy wolne (albo przynajmniej wolne popoludnie, jak w moim przypadku), bo byl o-bon, czyli buddyjskie swieto zmarlych (czy jakos tak; przepraszam tych co sie na tym znaja, jesli sie pomylilam).

Oznaczalo to zatem, ze cala Japonia przez 3 dni swietuje i ma wolne. Cala czyli bez rolnikow, ktorzyw sezonie pracuja zawsze

A w Minamimaki jest tradycja, ze meska mlodziez zrzeszona w lokalnej OSP pomaga w przygotowywaniu corocznej imprezy bon-odori (co roku inna rodzina ze wsi wyklada na ten cel swoje ciezko zarobione pieniadze).

Cala impreza took3godziny jedzenia smazonej soby i picia piwa. A dla dzieci wata cukrowa, fajerwerki i tanczenie bon-odori. Jak na nasze polskie gusta za krotko. Zanim sie zdarzylismy zadomowic, juz trzeba bylo wracac do domu. A poza tym Japonczycy sie ponoc nas bali, bo bylismy we trojka (razem z Ola-sempai) i twierdzili ze wygladamy jak mafia.

Malenka garstka zdjec obrazujaca wyobcowanych gaijinow, ciut mniej wyobcowanych gaijinow z Kenjim – synem moich gospodarzy i zupelnie niewyobcowanych Japonczykow przy stoisku z soba.

PS. A propos w Minamimaki dzien zmarlych obchodzony jest tak naprawde 1go sierpnia, i wtedy bylismy na cmentarzach i nagrobach przodkow moich gospodarzy. Dolaczam jeszcze zdjecia starego cmentarza (na jednym widnieje data drugi rok Taishou – czyli dla niewtajemniczonych 1913 O_o). \a zdjecia nowego cmantarza juz zdaje sie pojawily. Jako ciekawostke powiem, ze tak wielkie groby sa wedle slow moich gospodarzy baaaardzo wyjatkowe i nawet premierzy maja mniejsze, ot taki kaprys tutejszych rolnikow.

 

Kacik japonisty cz.5 23/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 13:34

Ojej ojej, jak nas dawno tu nie bylo! Przepraszamy wszytskich za opoznienia, ale coz bylo robic, po o-bonie, koncowka sezonu sadzelniczego (?!), a do tego scinanie, pielenie i mnostwo innej pracy. Ja generalnie do dzis pozostaje zewlokiem, ze swiatlem na gorze kadluba [a reszta kadluba byla w ciemno – dla czytajacych Chmielewska]. Pewnie ostatni minamimakowy kacik, troche jezykowy, troche kulturowy. Zatem… [Bedzie jeszcze jeden! - A.]

1. Jak nazywa sie odswiezacz powietrza do toalet? その後に! [czyli `po tym`]

2. Po czym Japonczyk pozna, ze swietnie mowisz po japonsku i wpadnie w wielki zachwyt? Wcale nie, gdy odpowiedasz na jego pytania, czy bezproblemowo prowadzisz dialog. Dopiero, gdy na jego/jej pochwale `o jak dobrze mowisz po japonsku` odpowiesz  いいえ、とんでもありません oczy robia sie jej/jemu wielkie i absolutnie zachwycona/-y oferuje twojemu gospodarzowi peany na twa czesc, ewentualnie robi sobie z toba zdjecie.

3. No a tera trudna sprawa. A wlasciwie dwie polaczone ze soba. Po pierwsze, na pole podwozi mnie moj gospodarz, bo teraz pracujemy na takich daaaaleko od domu. Codziennie o 6.20 stoje sobie i czekam na niego. Niedawno sie mocno spoznil i przyjechal po mnie dopiero o 6.45, w wyniku czego ja polu pojawilam sie ok 7.00, czyli spozniona o pol godziny. W takim przypadku, czy powinnam przepraszam za spoznienie? On przeciez jechal po mnie z tego pola, wiec oni wszyscy wiedzieli ze sie spoznie. Poza tym, jako glowa rodziny, hmmm…, no nie popelnia bledow przeciez. No i teoretycznie to nie moja wina, ze sie spoznilam, a gdybym przeprosila to zwrocilabym moze uwage na jego, `niedociagniecia`. Tyle mysli, przebieglo przez moja glowe w drodze na pole. Zdecydowalam sie ni e ptrzepraszac i chyba dobrze.

4. A druga sprawa. Co zrobic gdy Japonczyk mowi do Ciebie もし訳ありません i dodam, ze jest to twoj gospodarz przepraszajacy przy wszytskich ze to, ze o tobie zaponmial. Ja autentycznie przez 3 sekundy nie mialam pojecia co powiedziec i jedyne na co mnie bylo stac, to いいえ、大丈夫です。 Trzymajcie sie cieplo i uczcie sie krzakow.

Olga

 

trzesienie ziemi 11/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 12:21

Nie moglam czekac na Adama, pewie pozniej doda cos od siebie. Dzis nad ranem mielismy tu trzesienie ziemi. Wiem ze wczoraj byly jakies w Oceanie Indyjskim i w rejonie Indii. Dzis o 5.00 rano bylo trzesienie ziemi w Shizuoce. To prefektura graniczaca z Nagano. W samej Shizuoce mialo ono sile ponoc ponad 7 stopni w skali Richtera, u nas jak podawali w NHK bylo ok.5 stopni. Obudzilam sie, jak zaczelo trzasc i pomyslalam `Kurcze, jak tak wieje to ja naprawde nie chce isc dzis do pracy` Ale trwalo to dosc dlugo i nie bylo slychac swistu wiatru, wiec pomyslalam, ze moze jednak to trzesienie ziemi?! I rzeczywiscie, jak spotkalam sie z moimi gospodarzami powiedzieli ze bylo trzesienie ziemi, ktore w Nagano sa rzadkoscia, zwlaszcza takie silne.

Przez moment lezac w lozku i chwiejac sie na boki myslalam ze moj stary domek sie rozleci albo, ze spadnie na mnie ktores okno.

Ech…Zycie tu jest pelne niespodzianek.

[Tak naprawdę wszyscy już nie żyjemy! Ha! Nie no, stonujmy trochę ;) Kwestią dyskusyjną jest, czy u nas było 4 czy 5, za to w Shizuoce było 6. 7,3 to było w Kobe w '95, a w Shizuoce tylko jacyś ranni. Generalnie ponoć trzęsienia ziemi są co jakiś tydzień, tylko większość nawet nie wyczuwalna. Niemniej "czwórki" nie było tu ponoć od trzydziestu lat, za wysoko na mocne trzęsienia. Co do osobistych wrażeń to przebudziłem się na kilka sekund, zorientowałem się, że trzęsie, upewniłem się, że nie ma mi co spaść na łeb i zasnąłem dalej. Przydaje się być śpiącym na tyle, że nie ma się pełnej świadomości co się dzieje ;p - A.]

Olga

 

Kącik Japonisty cz.4 09/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 22:29

Dzisiejszy odcinek poświęcony ciekawostkom kulturowym. Nie jest to odkrycie Ameryki, mówili nam o tym na krajoznawstwie etc., ale zawsze inaczej doświadczyć tego osobiście.

 

1) Młody Japończyk, gość w domu, korzysta z ofuro. Jak to gość, nawet przed ojcem. Gaijinowi nikt tego nie zaproponuje. Po co ci, skoro masz taki wyrąbisty prysznic? ;)[Co prawda to prawda, ja korzystam z łazienki domowej, ale i tak nie z ofuro.]

2) Do Japończyka młodszego od ciebie o 5 lat zwracają się per -kun/-san. Ciebie wołają po imieniu, i bynajmniej nie jest to oznaka zażyłości.[A do mnie wszyscy per -san; starzy, młodzi nieważne.]

3) Japończyk używa tej samej pralki co rodzina, bo przecież nikt nie będzie mu kazał używać tej co się rozpada. No, a poza tym korzystają z niej gaijini.[Którzy na pewno strasznie śmierdzą i mają wszy, więc dla bezpieczeństwa nie należy zbyt się z ich rzeczami spoufalać.]

 

Bonusowa historyjka – Onsen. Siedzi sobie gaijin w rotenburo (wanna na powietrzu). Najpierw wchodzi jakiś pan i nie wiedzieć czemu skrada się boczkiem, po czym ze zmieszanym uśmiechem wita się z gaijinem z głupim uśmiechem. Właściwie nie wiadomo dlaczego, bo nie wita się z nikim innym, ale biały w wannie to rzadkość przecież. Sytuacja jeszcze lepsza w kilkanaście minut póżniej. Wieczór, niedługo przed zamknięciem onsenu, bardzo niewiele ludzi. Tak samo jak wcześniej, samotny gaijin w rotenburo. Wchodzi grupka dzieci, rozmawiając ze sobą głośno. Wąskie schodki, schodzą w rządku i każdy jeden po zobaczeniu gaijina milknie. Zbierają się, schyleni rozmawiają szeptem, chowają się za kamieniem zza którego wyglądają obrzucając białego spojrzeniami pt. połączenie zdziwienia z obrzydzeniem. W jakiś czas później – szatnia. Spora, ale zrządzeniem losu gaijin i mali chłopcy mają szafki zaraz obok siebie, na domiar złego są tam w tym samym czasie. Najstarszy z chłopców rzuca do innych “nie odzywamy się!”. Gaijin nie mogąc już ukryć rozbawienia tym, że traktuje się go jak kosmitę odpowiada dzieciom (waląc im świat na głowy tym, że mówi po japońsku) “spokojnie, mimo, że jestem biały nie zjadam dzieci”. W odpowiedzi śmieją się i czym prędzej uciekają z miejsca zdarzenia. Morał – znowu niby żadne to odkrycie, ale niesamowicie śmieszne poczuć to na własnej skórze.

 

Adam & [Olga]

 

Nagano 09/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 22:15

Przyszedł czas na wyprawę do stolicy prefektury – Nagano. Trochę nam to zajęło, ale to z tego powodu, że wycieczka krótka nie jest. Pół godziny do Kobuchizawy, godzina czekania na przesiadkę, pół godziny spóźnienia pociągu (tak, to się tu zdarza, ale o tym w innym poście [Ale dlaczego w innym. Ja byłam tym faktem niesamowicie oburzona. I tylko raz czy dwa nas za to przeprosili. Uważam ze Japończyków stać na więcej. Ale niestety tak to jest jak się podróżuje najtańszymi pociągami z biletem dla młodzieży szkolnej. Waszystkie resshie czekają, aż przejadą inne szybsze pociagi] No dobra, to nie będzie w innym poście. Siedzi tu dwa miesiące i już się oburza jak Japończki albo nawet bardziej, cholera ;P) i grubo ponad dwie godziny do samego Nagano. Przed przyjazdem słyszeliśmy od Japonczków, że generalnie miasto małe, wielkości Matsumoto. Wrażenie zgoła odmienne, jak tylko weszliśmy do budynku dworca i zaraz potem kiedy zobaczyliśmy centrum miasta. Na pewno nie jest to wielkości Matsumoto – tutaj niewątpliwie więcej się dzieje. Chcieliśmy coś zjeść przed zwiedzaniem właściwym, ale z braku odpowiednich kandydatów po drodze poszliśmy prosto w stronę gwoździa programu – Zenkouji. Sama ulica, którą się do niej dochodzi robi też bardzo przyjemne wrażenie, im bliżej świątyni tym bardziej tradycyjny (albo poprostu obrzydliwie turystyczny) klimat. Wrażenia co do samej świątyni akurat zgodne z opiniami Japończyków – duża! Jedna z najpiękniejszych rzeczy w całej świątyni wita zaraz przy wejściu – dwa wielkie, rzeźbione drewniane Nio (niestety za kratą co utrudniało zrobienie jakiegokolwiek zdjęcia). Straszliwie dużo turystów, ale akurat Japończyków, białych do policzenia na palcach jednej ręki. Generalnie fantastyczne miejsce, do polecenia. Sporo budynków pobocznych obok pawilonu głównego, ale bez przesady – w sam raz, żeby się przejść i obejrzeć, ale nie przytłacza. Samo wejście do głównego pawilonu bezpłatne, ale podejście do ołtarza i zejście na dół już płatne 500 - do przeżycia.[Co ciekawe można sobie wybrać sposób zakupu biletu w maszynie do biletów albo w okienku z człowiekiem sprzedającym - jeśli jest się starszym Japończykiem bojącym się technologii.] Wspomniany ołtarz przepiękny, ale niestety zdjęć nie będzie, bo jak to w takich miejscach bywa, zakaz fotografowania. Jak wspólnie uradziliśmy z Olgą, mimo strasznych ilości złota całość nie uderza kiczem, wszystko w bardzo ciepłych i przyjemnych barwach – drewno. Zejście na dół to krótkie przejście się korytarzem pod ziemią, gdzie jest zupełnie ciemno – trzymamy się ściany z prawej strony, która lubi sobie skręcać w różne dziwne strony pod różnymi dziwnymi kątami tak, że momentami nie ma się zielonego pojęcia, gdzie się właściwie idzie. Dołóżmy do tego ludzi przed nami, ludzi za nami, wszyscy na siebie wpadają, bo nikt nikogo nie widzi, i zamieszanie gwarantowane.[Ja smyrałam pana przede mną nosem wciąż go przepraszając, a Adama tykała młoda Japonka przerażona tym, że dotyka obcego.] Na końcu pod ręką wyczuwamy duży klucz, którego dotknięcie ma podsunąć oświecenie. 

Po świątyni przyszedł czas, żeby wreszcie coś zjeść. Mieliśmy jeszcze pojechać do sklepu elektronicznego, ale zamarudziliśmy z czasem, a okazało się, że jedyny sensowny jest trochę na obrzeżach miasta. Mimo wszystko, dla samej świątyni warto było, ale pamiątek nie przywieźliśmy stamtąd żadnych – ceny naprawdę powalały.

 

P.S. Niestety, problem techniczny. Przed chwilą przy próbie zgrania zdjęć odkryłem przyczynę dlaczego aparat zachowywał się ostatnio dziwnie – karta pamięci na której były wszystkie zdjęcia z Nagano i sushi postanowiła umrzeć i posłać w cholerę przy tym całą swoją zawartość. Moje zdjęcie uratowało się tylko jedno, które szczęśliwie zachowało się na drugiej karcie kiedy ta pechowa zdążyła się zapchać :( Wszystko co jest poniżej to te, które robiliśmy aparatem Olgi, ale niestety nie ma tego wiele…

 

 

Adam & [Olga]

 

Sushi 09/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 22:09

Nie da się ukryć, że niespodzianka w postaci telefonu, że za kilka godzin jedziemy na sushi zła nie jest. Gospodarze Olgi, państwo Idezawa, zabrali nas do Kofu na jak to określili, “najlepsze w okolicy (szeroka okolica, sąsiednia prefektura) sushi ze średniej półki cenowej”. Wpis ten tragicznie traci na wartości ze względu na problemy techniczne jakie opisałem w poprzednim poście, bo to na moim aparacie były wszystkie (powiem nieskromnie, że całkiem ładne chyba) szczegółowe zdjęcia jedzenia. Niemniej kilka z tych co zrobiła Olga się uchowało. 

[Co mnie najbardziej uderzyło, to na przykład fakt, że białą rybę przyprawili cytryną i pieprzem - poezja. No i ja dostałam niesamowicie dobre sake. Takie typowe ciepłe i w czarkach. Było niesamowicie przyjemnie, co zresztą widać na zdjęciu - wielka szczęśliwa najedzona gaijinka. Tylko jakieś mięczaki nie chciały mi przejść przez gardło, ale reszta cudo, a zwłaszcza tuńczyk, jak wedlowskie ptasie mleczko rozpływał się w ustach.] Poza tym nowa zasada do zapamiętania – białe ryby zawsze przed czerwonymi. Przeplatanie sushi sałatką też nie jest głupim pomysłem.

 

 

P.S. Od dzisiaj wpisy technologicznie (polskie znaki!) sponsoruje niżej przedstawiony. Nie mogłem się powstrzymać ;) Jedźcie dzieci na kapustę! </prywata mode>

 

IMG_0102

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Adam & [Olga]

 

Mapa Okolicy 01/08/2009

Filed under: Uncategorized — krajwschodzacejkapusty @ 22:53

Tadam! Ponizej mapa naszej okolicy z zaznaczonymi naszymi domami i miejscami, ktore czesto odwiedzamy. Zdjecia satelitarne. Zoom in, a dla wybrednych click view larger map. W razie jakichs szczegolnych zyczen/gdyby cos nam sie przypomnialo, dodamy wiecej.


View Larger Map

Adam