Japońska telewizja. Twór przedziwny. Moim skromnym zdaniem, to o tym można by conajmniej kilka książek napisać, i pewnie nie jedna już powstała. Wpis rodził się długo i w bólach, bo niemal z dnia na dzień dodawaliśmy do listy kolejne spostrzeżenia, no ale kiedyś trzeba ją zamknąć. Wyliczanie dziwów, głupot i tajemnic japońskiej rozrywki w formacie prostokątnego pudełka czas zacząć. Ostrzegam, post gigant.
1) Tak samo jak i w naszej telewizji, przewija się tutaj zestaw różnych lektorów, czy to w teleturniejach czy w programach rozrywkowych, filmach dokumentalnych. Niektórzy nie zwracają uwagi, ale większość ma jakąś cechę charakterystyczną w swojej wymowie czy akcentowaniu, bo nie można poprostu normalnie przeczytać zadanego tekstu. Tak np. moją faworytką jest pani, która brzmi jakby osiągała szczyty niebiańskich rozkoszy za każdym razem kiedy kończy zdanie. Nie będę opisywał dokładniej.
2) Niby wszyscy to wiemy, ale to jednak przekracza to, czego się spodziewaliśmy. Jedzenie. Jest absolutnie wszędzie. Myślę, że spokojnie połowa programów rozrywkowych polega na oglądaniu, wyszukiwaniu, smakowaniu, bądź odgadywaniu ceny jedzenia. Wydaje się, że kamerzyści opracowali do perfekcji sztukę kręcenia jedzenia tak, że ślinka leci.[albo ma sie dosc po pieciu minutach i tylko skacze sie po kanalach w desperackim poszukiwaniu reklam - wszystko byle juz nie jedzenie! choc po miesiaca doszlam do wprawy i wylapalam kiedy mozna sie jedzenia najbardziej spodziewac i wtedy wylaczam telewizje]
3) Kibicowanie. Jak to zauważyła Olga, nawet jeśli gra reprezentacja, która ustalmy sobie, nie jest wybitna (siatkówka kobiet), to kibicuje się tutaj na wielką skalę. Piosenki, maskotki, materiały filmowe o zawodnikach, zespoły młodocianych piosenkarzy jeżdżące za drużyną i śpiewające dla niej w przerwach. No poprostu wszystko. A jak przegrają (a przegrywają często), to ciężko o jakąś poważną krytykę. Za to wystarczy, że jeden punkt zdobędą w ładnym stylu i komentator zdziera gardło. Może oni poprostu jakoś wybitnie lubią swoje siatkarki.[a to tyczy sie wszytskiego. maly dodatek sportowy, bo Adam nie oglada, a ja bylam tu serio niewyspana przez ponad miesiac najpierw po nocach ogladajac MS w plywaniu z Rzymu, a potem MS w lekkiej atletyce z Berlina - ktore okazaly sie fenomenalne i dzikei sukcesom polskichsportowco nie zaluje nieprzespanych nocy. a zatem jak napisal Adam maskotki, piosenki specjalnie na kazde wydarzenie etc., do tego komentatorzy sportowi wiedzacy WSZYTKO o japonskich zawodnikach, lacznie z ulubionym kolorem skarpetek. ale niestety skupiajacy sie TYLKO na startujacych Japonczykach. chyba normalnie wysylaja swoich wlasnych, japonskich kamerzystow na te imprezy, bo na zawsze pokazuja tylko japonskich sportowcow. to czasami jest az niesmacze i mdlace.]
4) Ten naród cierpi. Tyle, ile jest reklam wszelakich plastrów i maści na bolące kości i stawy, to jest tragedia. Nie żebym tego nie rozumiał, bo sam jak na nie patrzę to chętnie bym z takich produktów skorzystał, ale przecież nie każdy Japończyk pracuje codziennie na polu nosząc kartony z kapustą. Zastanawiające jest jednak to, że nie ma reklam leków przeciwbólowych do łykania, zero środków przeciwko nałogowi tytoniowemu i relatywnie mało (tylko jedna marka) dopalaczy do picia. [a tu sie nie zgodze, bo reklam piwa i alkoholi wszelakich od groma i troche. a najciekawsze dla mnie jest to ze polowe z nich reklamuja kobiety i nikogo to nie dziwi. zatem przywilej picia alkoholu w Japonii nie nalezy tylko do facetow, ajk to jest w Polsce]
5) Jakiś czas temu miało miejsce Sumo Basho w Nagoi, w które całkiem się wkręciliśmy. To jednak jest interesujące, kiedy przez 15 dnia można codziennie przez 2 godziny śledzić postępy ulubionych zawodników w starciach z branżowymi kozakami. Jak już się takie basho wygra, to spędza się trochę czasu w programach rozrywkowych i w ogóle wszyscy cię kochają. [i sie nagle okazuje ze taki kozak jak Hakuhou to spoko koles, co to zazartuje, posmieje sie i porzuca zartami] Szkoda, że bilety takie drogie i zostaje tylko TV. Swoją drogą, sprawdźcie sobie na wikipedii ile zarabia miesięcznie zawodnik rangi yokozuna. Mi to nie przejdzie przez palce.
6) Reklamy. Tak samo jak w Polsce, są i żałośnie głupie, i genialne, ale na pewno są lekko… inne. Pisząc to nie mam dostępu do netu, ale myślę, że na youtubie jest do znalezienia reklama z tego roku Softbanku z Bradem Pittem. Cudo. [TAAAAAAAAAAAAAK] Poza tym ciekawe jest to, że np. potrafią polecieć 2 razy taka sama reklama pod rząd, albo 3 pod rząd różne reklamy tego samego produktu. Co do samych bloków, to są dużo częściej, a pocięte nimi są czasami nawet wiadomości, ale za to są dużo krótsze. Można nie zdążyć z przysłowiową herbatą. [no i sponsorzy wszelacy. zawsze jest prezentacja sponsorow programu. nawet wiadomosci sa sponsorowane.]
7) Sakai Noriko Yougisha. No poprostu idzie oszaleć. Generalnie jak ktoś tutaj popełni przestępstwo, to od razu w wiadomościach jest imię, nazwisko, zdjęcie i wszystkie możliwe fakty. Jakiś koleś podpalił salon pachinko w Osace, i natychmiast zaczęło się wywlekanie we wszelakich programach szczegółów z jego życia osobistego i czy czasem rodzice go za mało nie kochali, że zrobił coś takiego. Wystarczyło włączyć TV i wiedziało się o nim wszystko. To samo, ale dużo gorzej jest ze wspomnianą na początku punktu panią Sakai. Jakiś miesiąc temu przyskrzynili ją, znaną piosenkarkę, na zażywaniu stymulantów. Nie wiem dlaczego ona jest jakaś szczególna,[bo jest kawaii i ikona od 20 lat - teraz ma 38. co ciekawe ZAWSZE podaja wiek kazdego, kto sie w TV pojawi. to serio jest tutaj najwazniejsze] ale poprostu od tego czasu, przysięgam, codziennie, trzy razy dziennie (rano, południe, wieczór), są o niej jakieś newsy. Nawet są książki o całej sprawie w kombini. Włażenie w życie jej, jej męża, matki, dzieci, no poprostu wiadomo o niej wszystko, a przypuszczeń i teorii o jej psychice i dlaczego zrobiła coś takiego jest trzy razy tyle. Jezu, czy to pierwsza celebrity która brała narkotyki w historii tego narodu? Już mam dość. [maaa....]
8) W ogóle programy rozrywkowe są tu dość szczególne. Raczej niewiele jest jakichkolwiek innych, tj. dokumentów etc. W ramach tych rozrywkowych wspomniane 50% kręci się wokół jedzenia. Za to absolutnie wszystkie opierają swoje istnienie na geinoujin, tarento, yuumeijin, celebrities. Wystarczy nagrać jedną piosenkę, napisać książkę albo mieć nos do góry nogami i dołącza się do tego zacnego grona, którego jest dzika horda i jeszcze trochę. W ogóle to towarzystwo ma rangi zależnie od popularności i zależnie od kasy jaką dostają za udział w każdym programie, a jest kilku takich którzy udzielają się solidnie w większości. Spekulacje na temat tego ile tacy zarabiają też są powszechne, i wolę nie znać odpowiedzi bo bym zszedł na zawał.[no i oczywiscie nie moze byc jeden prowadzacy takiego rpogramu, no bo do kogo by mowil? do widzow albo gosci? nie. musi zawsze byc drugi prowqdzacy/-a by mu przytakiwac. saczytem dla mnie bylo jak byl program na Fuji TV na poczatu lipca z przedstawianiem nowych dram. 5 prowadzacych plus 5 druzyn z aktorami z dram kazda po 10 osob. chyba oni sami nie wiedzieli kto tam dokladnie jest w tym studiu.]
9) Wspomniane już w punkcie o przestępcach włażenie z buciorami w ludzkie życie, ale w wersji zwykłych ludzi. Jak już trafia się jakiś program opowiadający o kimś, to są w nim o tej osobie absolutnie wszystkie szczegóły i obowiązkowo hipotezy pseudo psychologiczne. Nie wiem, może to jakieś rekompensowanie braku intymnego kontaktu z innym człowiekiem w codziennym życiu, ale nie popadajmy w Batoryzm.
10) Spora część programów z wiadomościami prowadzona jest przez więcej niż jedną osobę, z reguły przez mężczyznę i kobietę. Przy czym ta druga ogranicza się przeważnie do funkcji czysto administracyjnych, tj. przede wszystkim przytakiwanie swojemu koledze, witanie i żegnanie się z widzami i wygłaszanie niezmiernie merytorycznie niezbędnych kwestii pt. “przechodzimy do następnej wiadomości”.
11) Napisałem już dość o tym jak zero tu jakiejkolwiek prywatności czy to dla przestępców czy zwykłych ludzi w TV. Za to można mieć pewność absolutnej anonimowości jeśli tylko jest się budynkiem. Wygląda to mega idiotycznie, kiedy np. jest scena pt. stoi reporter na ulicy, ma za plecami coś i mówi “oto dom podejrzanej Sakai Noriko” – kamera podnosi się nad niego, by pokazać rzeczony dom, który zajmuje cały kadr, ale po ch** ja się pytam, skoro jest rozmazany i wykropkowany. Cały kadr pełen domu którego i tak nie widać. WTF?! [i na ten przyklad chodzimy sobie po Ginzie i pokazujemy widzom ciekawe miejsca - czyli tajie w ktorych da sie dobrze zjesc - co sprowadza sie do tego, ze pokazujemy tylko wnetrze sklepu, ale juz na zewnatrz jest rozmazany i wykropkowany, a wszyscy przechodnie wygladaja jak ludzie, co obejrzeli kasete z `Kregiem`, rozmazani i wykrzywieni]
12) Dramy. Straszna ich ilość, niektóre ok, ale większość do dupy. Tutaj miejsce do popisu zostawiam Oldze, bo to ona chciała coś się o tym uzewnętrznić. [taaakkk. przez pierwszy miesiac ogladalam duzo, npo bo to japonskie i skosne i tylu tam przystojnych aktorow, ale coz spojrzmy prawdzie w oczy, tego sie na dluzsza mete nie da ogladac. albo na raz przez tydzien cala albo w ogole, bo kazdy odcinek - -moze procz pierwszego i ostatniego - jest taki sam. za to jest duzo filmow, nie tylko japonskich, ale tez mega hiciorow amerykanskich - tylko wszytskie z dubbingiem. dobrze jesli jest ok dobrany, ale niestety, to nie anime. za to zawsze jak zaczynam przedpoludniowa przerwe leca `Przyjaciele`! swietna sprawa, ale tu znow dubbing. o ile faceci sa dobrani ok, to kobiety strasznie. coz...smutna sprawa]
13) Lektorzy dla obcokrajowców. Być może zależy to od stacji telewizyjnej, być może tylko od programu, ale czasami mówią swoim normalnym głosem i mają tylko podpisy z tłumaczeniem, a czasami dostają lektora. Wszystko było by fajnie, gdyby znowu lektorzy ci nie bawili się w aktorów i nie modulowaliby głosów. Amerykanin mówi normalnie, ale Rosjanin jak pijak, Chińczyk jak rolnik, Koreańczyk jak ostatnia szuja. Niech nikt mi nie próbuje wmówić, że podkładanie głosów w taki sposób nie wpływa na odbiór przez widza.
14) To raczej tendencja ogólna, ale w telewizji jakoś bardziej rzuca się w oczy. Dość zabawnie wygląda reklama pizzy w której przewija się “trebien” (znający francuski nie bijcie za pisownię), albo jakiegoś japońskiego matsuri, a w tle piosenka “alleluja, alleluja!”[tak, tak, tak. w reklamie zestawu z KFC]. Wiem, czepiam się, ale jednak wywołuje to charakterystyczne uniesienie się kącika ust.
Adam & [Olga]































